historia

  • Część I
  • Część II
  • Część III
  • Część IV
  • Część V
  • Część VI
  • Część VII
Gdy dinozaury jeszcze chodziły po świecie, trawa była bardzo zielona, a zdjęcia robiono czarno-białe, zrodziła się moja pasja i poczułem radość jaką niesie przemieszczanie się za pomocą własnych mięsni.
Artur
   
Artur

Gdy minął pierwszy szczenięcy zachwyt rowerem całkowicie oddałem się pasji „białego szaleństwa”  i zupełnie nie mogłem znaleźć sobie miejsca, gdy brakowało białego puchu na górkach.

Doczekaliśmy się z Iwoną pierwszego potomka i gdy szkrab Alek zaczął pewnie się poruszać na własnych nogach, postanowiłem kupić pierwszy dziecięcy rower. I tu dylemat - jak takiego szaleńca puścić samotnie, więc kupiłem jeszcze dwa rowery dla Iwony i siebie. Po nocach śniła mi się kwota wydana na swój pierwszy „dorosły” rower (ok. 900 zł) w porównaniu z wcześniejszymi rowerami typu „składak wigry” i zakupowym rowerem o nazwie „Laura” suma wydana na pierwszą „Meridę” z amortyzatorem przednim była astronomiczną. Jakież było moje zdziwienie gdy chwilę później dowiedziałem się z katalogów, ile kosztuje naprawdę dobry rower(jestem pewien, że każdy odwiedzający tą stronę wie o czym myślę).Zaczęliśmy z Alkiem pokonywać na naszych rowerach coraz dłuższe trasy a że martwiłem się o nasze kruche kości, wybierałem scieżki gdzie nie mogły wjechac pojazdy mechaniczne Dziwnym zrządzeniem losu w 2003 roku zobaczyłem plakat dotyczący” I Maratonu Krakowskiego.” Wredny tauś na dzień dziecka zamiast hamburgera w MC’Donaldzie, wykupił udział w tej imprezie dla swojej pociechy. Było ostro i z pasją ale o tym w następnym rozdziale :-)
Alek
   

……historia ma tą właściwość, że powstaje dzięki nam samym oraz tak zwanym zrządzeniom losu i tak oto udział we wspomnianym „I Krakowskim Maratonie Rowerowym” odmienił nasze życie i pozwolił spotkać Wspaniałych ludzi. Parę dni po w/w zawodach spotkaliśmy się legendarnym lokalu „Vip”, aby zorganizować się w grupę szaleńców czerpiących radość z zapachu świeżego powietrza, błota  systematycznie nanoszonego na twarz podczas pokonywania leśnych ścieżek , by potem przez długie godziny opowiadać o swych doznaniach. Z radością wymienię osoby wtedy obecne: Jacek Ślęzak, Krzysiek Janikowski ze swym synem Dawidem, Krzysiek Witek, Paweł Durlak i Kamila (wtedy Dziewczyna-obecnie Żona) , Wojtek Zawadziński, Sebastian (nazwiska nie pomnę) i ja z bardzo małoletnim synem Aleksandrem.  Jacek zaproponował bardzo wiele mówiącą nazwę Hard Bike, która została przyjęta (nie) jednogłośnie, jak demokracja to demokracja !!!

Namówiłem jeszcze paru kumpli uprawiających sport „ekranowo – dżojstikowy”  i niczym w siedemnastu mgnieniach wiosny, obchodziliśmy rocznice powstania klubu.

 

Historia cz.II

w opracowaniu
w opracowaniu
w opracowaniu
w opracowaniu
w opracowaniu